Zielona Góra Sport.pl > 

Sentymenty są na sprzedaż. Był sobie Zastal, jest Stelmet

Andrzej Tomasik

2012-07-16, godz. 23:00

Trudno nie być pod wrażeniem, jak szybko i wspaniale mknie po sukcesy oraz nową jakość koszykówka w Zielonej Górze. Awans do ekstraklasy, nowa hala, pierwszy medal, gwiazdy w drużynie, Europa nas zaprasza. Brawa i ukłony dla organizatorów tego przedsięwzięcia! Tylko czy wolno im lekką ręką przekreślić symbol?

Na oficjalną klubową witrynę wchodzi się poprzez wpisanie Zastalbasket.pl. Tam można wyczytać, że nazwa Zastal przylgnęła do drużyny w 1968 r. Jest zatem starsza niż większość kibiców. Tyle że nazwy już nie ma. Właściciel klubu ze sponsorem ją skasowali. Kibiców o zgodę nie spytali.

Na Zastal jeździło się kilka godzin przed meczem do Drzonkowa. Stało się w kolejkach, żeby kupić bilet na Zastal. Z kumplami czy z dziewczyną umawiało się na Zastal. Nasi koszykarze byli zastalowcami. Na klubowej stronie istnieje Radio Zastal i Zastal TV oraz dodatek prasowy Nasz Zastal. Klub Kibica nazywa się Zastalowcy, a w klubowym sklepiku do kupienia jest ze 100 rodzajów pamiątek z napisem Zastal. Przy czym te pamiątki nie są tak ważne jak przeżycia, które już zawsze będą kojarzyć się z koszykarskim Zastalem.

Dlaczego w jeden dzień ktoś z Zastalu zrobił Stelmet? Właściciel klubu Janusz Jasiński tłumaczy, że potrzebował pieniędzy sponsora tytularnego na dalszy rozwój i sukces. A sponsor postawił warunki. Tłumaczy także, że sam chciał zrezygnować z tradycyjnej nazwy i zamienić na bardziej bezpieczną - w rodzaju Basket Klub. Co w Zastalu mogło być niebezpieczne? Patronacka fabryka istnieje, przekształca się. - Może przejść w obce ręce, a obcy mogą rościć sobie pretensje do nazwy - odpowiada Jasiński. A dlaczego nie przeszła koncepcja Basket Klubem? Najpewniej dlatego, że sponsor postanowił wziąć wszystko, do wynegocjowanej kwoty dorzucił finansowy bonus, postawił szefów klubu pod ścianą i osiągnął cel.

Co ciekawe, nawet legenda starego Zastalu, center Czesław Bortnowski nie płacze po utracie nazwy. I zapewnia, że gracze z obecnego składu też nie zapłaczą. - Dla sportowca liczy się kasa na koncie, a nie szyld pracodawcy - mówi.

Dlaczego ten Zastal nie był dla nas "świętością" i nie stał się nienaruszalny, jak Byki w Chicago, Wisła w Krakowie czy choćby Falubaz w Zielonej Górze? - W Bulls ktoś zainwestował pieniądze i uczynił z tego dochodowy biznes. Żużel może przyjąć 15 tys. widzów i mieć z tego dużo pieniędzy, a do zielonogórskiej koszykówki stale trzeba dokładać. I głos należy do tego, kto dokłada. To normalne - ocenia Bortnowski.

Czy dla was to też normalne? Bo nam bez koszykarskiego Zastalu jest jakoś tak nieswojo...

Mówi właściciel klubu: - Kibice nie chodzą na mecze dla nazwy

Dlaczego drużyna zielonogórskich koszykarzy zrzuca tradycyjną nazwę Zastal?

- Doszliśmy do wniosku, że to wszystko jest niespójne. Latami miotały nami przypadki. Wyszliśmy od tego, że chcieliśmy zmienić symbolikę z żółto-niebieskiej na biało-zieloną. A po tym przyszło zastanowienie, że w zasadzie trzeba zmienić wszystko, by utworzyć jeden spójny produkt i spójną informację. Zadaliśmy sobie pytanie, co to jest tak naprawdę Zastal, z czym chcemy się kojarzyć. Poprosiłem agencję PR o odpowiedź na pytanie, jak jesteśmy postrzegani, i o nową wizualizację.

Wie pan, nie chcę używać za wielkich słów, ale przecież pana za pięć lat może nie być w klubie, a Stelmet może zmienić strategię. Tymczasem ruszacie coś, co było przed wami i może wróci po was.

- Otwieramy nową kartę. Odchodzi Zastal i pewna historia. Zaczyna się nowa. Stało się tak, bo miałem swoją wizję zmian, a ona zderzyła się z wizją sponsora. Negocjacje były trudne. W ich wyniku powstała koszykarska drużyna Stelmet Zielona Góra. Zmieni się logo, nowa będzie wizualizacja. A co będzie po nas? Jestem w zielonogórskiej koszykówce od 12 lat. Stelmet prowadzi biznes w podobny sposób. To stały, niekapryśny partner, który nie liczy na korzyść bezpośrednią. Jeśli jednak zdarzy się tak, że nas zastąpią inni właściciele i sponsorzy, oni będą decydować. Takie czasy. Ktoś, kto wykłada pieniądze, decyduje. Do nazwy Zastal wszyscy się przyzwyczaili. Tak jak np. jest fajna nazwa Kotwica Kołobrzeg, która właśnie wycofała się z rozgrywek. Myśli pan, że zarządcy Kotwicy zastanawialiby się, czy zostać w lidze, gdyby zgłosił się do nich Stelmet? Nie zastanawialiby się nawet przez trzy sekundy.

Rzecz jednak w tym, że pan nawet nie chciał trzymać się tej fajnej, tradycyjnej nazwy Zastal.

- Powiem wprost - miałem inną koncepcję, w której nie było Zastalu, ponieważ nie wiem, jaka będzie przyszłość tego Zastalu, od którego drużyna zaczerpnęła nazwę. Może ktoś zupełnie obcy to kupi i będzie korzystał z naszej marki albo jeszcze domagał się od nas pieniędzy. Nie chcę stawiać klubu w takim kłopocie.

Teraz będą szaliki i koszulki z napisami Stelmet Zielona Góra?

- Tak. Wszystko będzie z nowym logo.

A jak się pan będzie czuł, gdy mimo całej operacji ludzie i tak będą krzyczeć "Zastal!"?

- Będą tak krzyczeć. I będę się z tym czuł normalnie. Z koszykarskim Zastalem mam bardzo pozytywne skojarzenia. Żal mi Zastalu. Tak jak żal mi, że musieliśmy się rozstać z kapitanem Marcinem Chodkiewiczem. Następuje jednak nowe rozdanie. A kibice? Oni nie przychodzą na mecze dla nazwy. Interesuje ich walka, ambicja, wysoki poziom, emocje, zwycięstwa. Sponsor dołożył do naszego budżetu tyle, byśmy mogli to wszystko ludziom zaoferować.

Obrońca żużlowej legendy i koszykarz legenda komentują dla Gazety

Robert Dowhan, szef klubu żużlowego, który także ma Stelmet jako sponsora tytularnego, ale obronił tradycyjną nazwę Falubaz: - My wynegocjowaliśmy nazwę Stelmet Falubaz, by sponsor został wyeksponowany, a tradycja zachowana. Stelmet nigdy nie robił nam z tego tytułu problemów. Dopóki będę w klubie żużlowym, dopóty Falubaz będzie w nazwie, ponieważ przerabialiśmy już różne zmiany nazw, a Falubaz i tak głęboko tkwił w sercach starszego i młodszego pokolenia kibiców. Zachowaliśmy nawet słynną myszkę w wizerunku. Wielu ona się nie podoba, ale wszystkim się kojarzy z naszym klubem. Historię trzeba szanować. Nie chcę i nie mogę się wtrącać w sprawy koszykarzy, ale proszę założyć, że za trzy lata ktoś przelicytuje Stelmet. Co wtedy - zaczną wszystko zmieniać, by nazywać się np. Nordis? Jestem też ciekaw, czy prezesi konsultowali swoją decyzję z kibicami? Może się przecież zdarzyć, że kibice nie zechcą kupować pamiątek z logo nowego sponsora. I zaczną na własną rękę produkować i sprzedawać pamiątki z tradycyjną nazwą - Zastal, co dziś nie jest żadnym problemem. Co wówczas powie sponsor..

Czesław Bortnowski, legendarny koszykarz starego Zastalu, dziś przedsiębiorca: - Dla szefa klubu o wiele ważniejsze jest to, żeby mieć w kasie pieniądze niż dobrą nazwę. Zastal i Falubaz to fabryki, które powstały za czasów stalinowskich. Nie ma co przesadzać. Żużlowy Falubaz urósł do rangi jakiejś tam legendy. Zastal? Już nie do końca. Całą karierę grałem w tym klubie, ale gdyby w tym czasie doszło do zmiany nazwy, nie przeszkadzałoby mi to. Dla sportowców ważniejsze jest to, żeby mieć kasę na koncie. Hodge został w Zielonej Górze, bo klub dzięki pieniądzom sponsora mógł mu dać dobry kontrakt. Nie dlatego, że mu się nazwa Zastal spodobała. Koszykarski Śląsk odnosił swojej wielkie sukcesy jako Zepter. Czy komuś to przeszkadzało? Zmiany nazw drużyn w zależności od sponsorów ktoś może nazwać złem koniecznym. Ale dla mnie to prawidłowość. Mnie bardziej martwi marna siła nabywcza Zielonej Góry, brak sponsorów w sporcie. Kiedyś 70 proc. wszystkich swoich zleceń wykonywałem na terenie miasta. Dziś ok. 15 proc. Dla koszykarzy szczęściem jest to, że na mecze zaczęli przyjeżdżać ludzie z tzw. wichury i zapełniają trybuny. Ale to stało się dzięki hali, sukcesom, ekstraklasie, czyli dzięki pieniądzom od sponsorów.

Udostępnij link: Facebook

Zaloguj się i dodaj komentarz (logowanie wymagane)

Komentarz


Zielona Góra