Zielona Góra Sport.pl > 

Dobry, twardy mecz, 3,5 kwarty nadziei Anwilu, ale finisz mistrzów [MNÓSTWO ZDJĘĆ]

CeKon

2016-12-16, godz. 20:01

Koszykarze Stelmetu BC Zielona Góra na najważniejsze i rozstrzygające minuty piątkowego meczu z Anwilem Włocławek zachowali więcej sił niż przeciwnicy. W czwartej kwarcie mistrzowie Polski postawili tak twardą i agresywną obronę, przez którą rywale nie mogli się przebić, chociaż wcześniej robili to przez ponad trzy kwarty. W Zielonej Górze bez sensacji - Stelmet ograł Anwil 82:74.

Fot. Władyslaw Czulak/Agencja Gazeta

więcej zdjęć

Zaczęło się w sumie tak jak zwykle - Stelmet przegrał pierwszą kwartę. Jednak tym razem mistrz obudził się wcześniej niż w kilku meczach, które zaczynał bez maksymalnej koncentracji. Dzięki temu po 10 minutach gry przegrywał z Anwilem tylko punktem. Ta różnica stała się charakterystyczna dla dalszego przebiegu meczu. Do końca pierwszej połowy drużyny zmieniały się na prowadzeniu, ale jedni od drugich nie potrafili się oderwać na więcej niż jedną-dwie skuteczne akcje. W grze Stelmetu i Anwilu dało się dostrzec zakusy, by czymś zaskoczyć konkurentów. Zmieniały się systemy obrony, pomysły na rozegranie ataków, z ławki dołączali do walki zmiennicy, ale wynik mówił, że zespoły z Zielonej Góry i Włocławka idą "łeb w łeb". Przed trzecią kwartą Stelmet zatrzymał ostatnią akcję Anwilu i po 20 minutach rywalizacji był o krok z przodu (38:37).

Nie byłoby tego skromnego prowadzenia, gdyby nie sporo prób rzutów za trzy punkty, którym towarzyszyła skuteczność. Nemanja Djurisić, Thomas Kelati i James Florence ustrzelili w sumie siedem trójek i w ten sposób nadrobili zaległości, które wynikały z przegrywanych pojedynków o zbiórki oraz z koszykarskiego grzechu, stającego się znakiem rozpoznawczym zielonogórskiego zespołu, czyli większej niż u rywali liczby strat.

W Anwilu imponowała aktywność na atakowanych tablicach oraz Tyler Haws. Wszechstronny snajper w 13 minut zdobył 15 pkt. Jego procent celności na tym etapie meczu: 75! Sporo nabiegał się za nim m.in. Przemysław Zamojski, który w piątek obchodził 30. urodziny. Jednak Amerykanin nie miał litości dla solenizanta - trafiał i wymuszał faule.

W trzeciej kwarcie zwycięska szala delikatnie przechylała się na korzyść Anwilu. Włocławscy koszykarze radzili sobie z obroną mistrzów Polski i oderwali się na 5 pkt. Ale nie uszanowali tego i chyba musieli żałować. Bo na początku czwartej kwarty Stelmet uchwycił słabszy okres w grze przeciwnika, co bezwzględnie wykorzystał. Kilka zatrzymanych ataków zawodników z Włocławka oraz kontry mistrzów z Zielonej Góry dały wynik 74:64 w połowie ostatniej kwarty. Opór Anwilu załamywał się, a skuteczność ataku gasła. Zbyt krótka ławka rezerwowych nie była tu bez znaczenia.

Ostatnie minuty kosztowały faworyta jeszcze trochę nerwów. Rywal zdobył się na ostatni zryw - nie niespełna dwie minuty przed końcem zbliżył się na 5 pkt. Gdyby wtedy gościom udała się jakaś trzypunktowa akcja, jeszcze byłoby gorąco. Jednak piłka nie wpadła do kosza, gdy rzucali Haws i Kamil Łączyński. Zielonogórska twierdza CRS pozostała niezdobyta.

STELMET BC ZIELONA GÓRA - ANWIL WŁOCŁAWEK 82:74

KWARTY: 19:20, 19:17, 20:23, 24:14

STELMET BC Kelati 14 (4), Vaughn 12, Dragicević 8, Gruszecki 5 (1), Koszarek 4 oraz Djurisić 14 (4), Florence 11 (3), Hrycaniuk 8, Zamojski 4 (1), Moore 2.

ANWIL: Haws 26 (1), Leończyk 13, Chyliński 9 (2), Sobin 4, Łączyński 2 oraz Jaramaz 7 (1), McCray 7 (1), Dmitriew 6, Młynarski 0, Matusiak 0.

Udostępnij link: Facebook

Zaloguj się i dodaj komentarz (logowanie wymagane)

Komentarz


Zielona Góra